O kosmetykach, które można zjeść
W kosmetyce coraz wyraźniej zaznacza się trend powrotu do odpowiednio wyselekcjonowanej natury. Ściśle związane jest to z systematycznie rosnącą świadomością dotyczącą konieczności wykorzystywania w recepturach preparatów kosmetycznych – podobnie jak ma to miejsce w przemyśle spożywczym – substancji nie tylko naturalnych, ale także organicznych.

Rynek kosmetyczny systematycznie poszerza swoją ofertę o nowe, innowacyjne preparaty kosmetyczne. Znajdujące się na nim wyroby, w zależności od wykorzystanych w nich surowców, bardzo często dzieli się na trzy segmenty produktów: konwencjonalne, przez niektórych określane mianem chemicznych, naturalne oraz organiczne.
Doskonale w tę konwencję wpisują się kosmetyki zawierające w swoich recepturach składniki jadalne, przez lata zastrzeżone wyłącznie dla przemysłu spożywczego. Spośród komponentów zaliczanych do tego segmentu, chętnie wprowadzanych do wyrobów kosmetycznych, na uwagę zasługują takie surowce, jak: kawa, herbata, kakao, mleko, miód, wanilia, cytrusy, cynamon, goździki, jak również pozyskiwane z nich składniki aktywne.
Preparaty na ich bazie w wielu przypadkach nie tylko pielęgnują skórę, atrakcyjnie pachną, poprawiają nastrój, ale również cechują się specyficzną, kojarzoną z wyrobami spożywczymi postacią, w jakiej są wytwarzane.
W ostatnim czasie zainteresowanie masełkami, musami, piankami, galaretkami czy innymi „deserowymi” kosmetykami systematycznie rośnie.
Zasady recepturowania
Od tego typu wyrobów „gastronomicznych” już tylko krok do kolejnej grupy produktów. Wśród nich swoistą ciekawostkę stanowią kosmetyki jadalne, które są tworzone zgodnie z ogólnie przyjętą przez ich producentów zasadą, że coś co dobrze odżywia nasz organizm od wewnątrz, będzie równie dobre w przypadku aplikacji zewnętrznej.
Cały artykuł przeczytasz w wydaniu 4-5/2019 czasopisma Przemysł Farmaceutyczny z dodatkiem Kierunek Komsetyki
Komentarze